prostozkrety.pl
Wszystkie wpisy

Jak przechowywać oliwę

Oliwa nie psuje się dramatycznie. Nie skwaśnieje przez noc jak mleko, nie obrośnie pleśnią — odchodzi po cichu. Najpierw gubi aromat, potem to ostre, polifenolowe szczypnięcie w gardle, aż wreszcie robi się płaska, a porzucona na dobre — wręcz jełka. I powiem szczerze: najczęściej sami jej w tym pomagamy. Bez złej woli, jednym źle wybranym miejscem na półce. Bo cała sztuka przechowywania oliwy to nie żadna opieka, tylko nieprzeszkadzanie. A przeszkadzają jej cztery rzeczy: światło, ciepło, tlen i czas. Po kolei.

Szklane butelki z dozownikami do oliwy
Chłodno, ciemno i szczelnie zamknięte. Tyle oliwa potrzebuje. fot. Ali x

Światło

Polifenole — te same związki, którym oliwa zawdzięcza cierpkość i większość swoich zalet — nie znoszą światła. I nie chodzi o pełne słońce na parapecie; wystarczy jasna kuchnia i przezroczysta butelka stojąca na widoku. Dlatego porządna oliwa przyjeżdża w ciemnym szkle albo w blasze, i dlatego po otwarciu jej miejsce jest w szafce, a nie na blacie obok deski do krojenia. Jeśli kupiliście oliwę w jasnej butelce, najprościej schować ją w ciemne miejsce jeszcze tego samego dnia. I po sprawie.

Ciepło

Najgorszy adres dla oliwy w całej kuchni to półka tuż nad kuchenką albo szafka przy piekarniku. Kusi, bo wszystko jest pod ręką w trakcie gotowania, ale to właśnie tam temperatura skacze najwyżej i najczęściej, a każdy cykl grzania i stygnięcia popycha utlenianie do przodu. Oliwa lubi spokój: temperaturę pokojową albo odrobinę niższą, stałą, bez zrywów. Spiżarnia, niższa szafka, kąt z dala od źródeł ciepła — każde z tych miejsc bije „pod ręką nad palnikiem" na głowę.

Tlen

Za każdym razem, gdy odkręcacie butelkę, do środka wchodzi powietrze, a z nim tlen, który po cichu utlenia tłuszcz. Sama oliwa nic na to nie poradzi — ale Wy owszem. Zakręcajcie ją od razu po użyciu i darujcie sobie przelewanie całego zapasu do ładnej, szerokiej karafki, w której połowa oliwy całymi dniami obcałowuje się z powietrzem. A jeśli kupujecie oliwę w większych ilościach, choćby w pięciolitrowej bańce, najrozsądniej dolewać z niej na bieżąco do małej, ciemnej butelki na co dzień, a resztę trzymać szczelnie zamkniętą i schowaną.

Czas

Oliwa nie ma „terminu ważności" w sensie, w jakim ma go jogurt. Ma za to datę tłoczenia — i to ją warto czytać. Najwięcej polifenoli niesie w pierwszych miesiącach po zbiorze, a przez rok stopniowo ich ubywa, nawet jeśli traktujecie ją wzorowo. Stąd prosty wniosek: kupujcie oliwę z ostatniego sezonu i nie róbcie zapasów na trzy lata w przód. A po otwarciu nie chowajcie jej „na specjalną okazję" — najlepsza jest teraz. Specjalną okazją jest środowy obiad.

A lodówka?

Można, choć naprawdę nie trzeba. W lodówce oliwa gęstnieje, mętnieje i potrafi wytrącić białawe kłaczki — wygląda to niepokojąco, a jest zupełnie normalne i nie znaczy, że się zepsuła. Po wyjęciu na blat wraca do siebie w kilkanaście minut. Dla butelki, którą i tak opróżnicie w parę tygodni, ciemna szafka w spokojnym kącie kuchni w zupełności wystarczy. Lodówkę zostawcie raczej zapasowi, do którego długo nie zaglądacie.

Tyle, naprawdę

Ciemno, chłodno, szczelnie, świeżo — na tym kończy się cała filozofia. Trzymajcie oliwę w ciemnym naczyniu, z dala od kuchenki, zakręcajcie po każdym użyciu i kupujcie tyle, ile zużyjecie przez kilka miesięcy. Oliwa nie prosi o opiekę. Prosi tylko, żeby jej nie przeszkadzać — a to akurat każdy z nas potrafi.